Menu

różne rzeczy, które chciałam napisać

egeszmelek meriszmek, egeszmelek szlosarek

mam kamizelkę jak na ryby, ale podobno fajna

fourchet

Poniedziałek jak początek umierania: owoc żywota mojego je ZUS, w biurze brak prądu i choć upsa jeszcze na trochę wystarczy, doskwiera mi brak kawy. Chciałam się zalogować, żeby zapdejtować jedną stronę, gdy skumałam, że nie pamiętam urla i rozmawiam z Góglem na temat fraz, które bardzo oględnie ją opisują. Znów mi się śniła Apokalipsa. Logistyka Apokalipsy jest skomplikowana. Otóż na okoliczność zagłady robiliśmy zakupy w spożywczym supermarkecie. Tłok i kolejki długie do kasy, w dodatku wykupili już wszystkie konserwy i makarony. Ze skromnego asortymentu wybrałam kaszę, ryż i suchary, warzyw mniej, wychodząc z założenia, że na Apokalipsę nada się tylko to, co długo poleży. Przed samą kasą Smoła przypomniał sobie, że powinnam była coś przelać na wspólną kartę, ale nie mogłam, bo była sobota i jeszcze mi nie doszedł przelew. Na szczęście Smoła zapłacił kredytową. Od strony organizacyjnej ważne jest zatem, by nie urządzać Apokalipsy w sobotę. Było mi również przykro z powodu personelu sklepów, że są w pracy i się nie mogą należycie przygotować na koniec świata. 

Wydaje mi się, że mimo zmęczenia, jestem nieprzyzwoicie podekscytowana nadchodzącym tygodniem. Pewnie znów sobie coś naobiecywałam. Jestem zasilana słomianym zapałem i szlachetnymi postanowieniami. 

© różne rzeczy, które chciałam napisać
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci