Menu

różne rzeczy, które chciałam napisać

egeszmelek meriszmek, egeszmelek szlosarek

Pierwsze kroki w Berlinie. Jak znaleźć mieszkanie marzeń w 4 dni.

fourchet

Na temat wynajmowania mieszkań w Berlinie słyszałam legendy. Miało być karkołomnie, fajnych ofert jak na lekarstwo, castingi, prześwietlanie petenta do czwartego pokolenia wstecz, krwiożercza biurokracja. Do polowania na nowe lokum przystępowaliśmy zatem z duszą na ramieniu, zwłaszcza że o przeprowadzce zadecydowaliśmy pod koniec czerwca a jedynym, racjonalnym dedlajnem, jaki mogliśmy sobie wyznaczyć był początek nowego roku szkolnego. Kiedy pierwsze nieśmiałe próby załatwienia sprawy online spełzły na niczym, postanowiliśmy spakować kilka dodatkowych par majtek i wracając z M'era Luny wdepnąć do Berlina, żeby doprowadzić sprawę do szczęśliwego końca. Uwinęliśmy się w 4 dni. W związku z powracającymi pytaniami znajomych, postanowiłam zebrać nasze doświadczenia w subiektywny miniporadnik. Choć w sumie to wciąż wiem o mieście wystarczająco niewiele, by traktować go jako garść ploteczek i zapisków z podróży. 

1. Dlaczego wszyscy mówią na to "casting"

Zwiedzanie mieszkań na wynajem ma tutaj kompletnie inny przebieg niż w Polsce. Po pierwsze, sami właściciele rzadko kiedy w nich uczestniczą. Na spotkania zapraszają raczej agencje nieruchomości, przynajmniej w wypadku dużych mieszkań na długoterminowy wynajem, na których skupialiśmy się podczas naszego polowania. W przeciwieństwie do polskich, tutejsze agencje mają zazwyczaj oferty na wyłączność i nie powielają ogłoszeń w nieskończoność w dziesiątkach portali.

Po drugie, sam przebieg spotkania może być dla polskiego najemcy stresujący. Godzina castingu nierzadko publikowana jest w ogłoszeniu, aby mogli się na nim pojawić wszyscy zainteresowani. Nam trafiały się i takie, na których spotykało się kilkanaście osób i wychodziło z tego coś niby wycieczka na Wawel połączona z prezentacją garnków czy innej pościeli z merynosa - jedna osoba przemawia, dookoła drepczą zwiedzający, zaglądają w zakamarki i zadają pytania. Oczywiście, bywają i spotkania indywidualne - przede wszystkim w wypadku bardziej wypasionych apartamentów dla tłustszych klientów, których warto dopieścić indywidualnym oprowadzaniem. 

Po trzecie - jeśli po zakończeniu prezentacji wciąż chcesz wynająć mieszkanie, wypełniasz aplikację, składasz dokumenty i czekasz na telefon od właściciela. Jeśli oddzwoni - nie ciesz się przedwcześnie. Być może chce zadać kilka dodatkowych pytań lub poprosić o uzupełnienie dokumentacji. W naszym wypadku dodatkowym czynnikiem komplikującym sytuację był fakt, że na wszystkie ogłoszenia odpowiadaliśmy po angielsku, w związku z czym nie wszystkie ogłoszenia odpowiadały na nasze odpowiedzi. Ale i tak trzy z siedmiu castingów, w których braliśmy udział udało nam się wygrać, więc rzecz nie jest niewykonalna. 

2. Spółdzielnie, komuny i inne wynalazki

Po kilku castingach zdaliśmy sobie sprawę, że gdyby wszyscy tu mięli tak wynajmować, pół miasta spałoby pod mostem. Tymczasem stolica Niemiec prowadzi ponoć wzorową (przynajmniej w porównaniu z Warszawą) politykę lokalową. Według różnych źródeł, mieszkania własnościowe stanowią tu zaledwie 11 - 20%. Nikomu nie opłaca się kupować, bo potrzeby rynku zaspokajają w większości dobrze zorganizowane, duże spółdzielnie, które zajmują się też najmem komercyjnym. Teoretycznie zatem wystarczy sobie wejść do biura, pogadać z agentem i on już tam na pewno coś dla ciebie wyskrobie, bo ilość mieszkań zarządzanych przez największe spółdzielnie idzie w miliony. Z pozoru banalne, bez znajomości niemieckiego okazało się pewnym wyzwaniem. I choć ostatecznie zdecydowaliśmy się podpisać umowę właśnie ze spółdzielnią, braliśmy też pod uwagę kilka alternatywnych możliwości. 

Pierwsza z nich to wynajem gotowego, umeblowanego mieszkania od jednego z pośredników, specjalizujących się w szykowaniu takich cacek na potrzeby ściągających do miasta cudzoziemców. Wychodzi drożej, ale w komplecie do ścian, sufitu i podłogi dostaje się też meble, prąd i inne pożyteczne dodatki, o braku których w dalszej części tekstu. 

Inna możliwość to podnajęcie na kilka miesięcy mieszkania od kogoś, kto akurat z miasta wyjeżdża. W Polsce to prawie nie do pomyślenia, a jednak studenci wybywający na zagraniczny staż czy hipsterzy ruszający poszerzać swą duchowość do Indii, odstępują na kilka miesięcy swoje lokale za cenę czynszu i mediów. Opcja atrakcyjna dla kogoś, kto marzy o wakacyjnej przygodzie, nam nie do końca odpowiadała ze względu na prawdopodobne problemy z zameldowaniem i poszukiwaniem szkoły dla dzieci. 

Ci, którzy przeprowadzają się bez dzieci, mogą jeszcze poszukać sobie współlokatorów. Podobno ekscytujący jest zarówno sam proces polowania na mieszkanie, jak i możliwość wejścia w bliższe relacje z innymi najemcami. 

3. Jakich dokumentów potrzebujesz, żeby wynająć mieszkanie w Berlinie?

Na podstawie sterty, którą uskładaliśmy, dostalibyśmy pewnie i kredyt hipoteczny, ale sądzę, że o naszych sukcesach przesądziło właśnie to, że od spotkania do spotkania maszerowaliśmy z kompletem kserówek. Perłą w koronie wszystkich zaświadczeń jest Schufa czyli wyciąg z biura informacji kredytowej. Schufa zbiera informacje o wszystkich Twoich zaległościach, nieopłaconych rachunkach i spóźnionych ratach, więc jeśli wisisz komuś kasę, właściciel mieszkania na pewno się o tym dowie. I odwrotnie - jeśli swoje raty spłacasz w terminie, Schufa wystawi Ci wzorowe referencje. Jeśli nie masz tego dokumentu, będziesz potrzebować mocnych pleców - na przykład poręczenia niemieckiego pracodawcy, a i tak licz się z tym, że wiele osób po prostu nie będzie chciało z Tobą rozmawiać. Zaświadczenie można sobie zamówić online za relatywnie nieduże pieniądze. Spółdzielnie i agencje nieruchomości mają jeszcze jakieś swoje sposoby na onlajnowe uwierzytelnienie tej informacji.

Poza zaświadczeniem o braku zobowiązań, trzeba jeszcze udowodnić, że ma się regularne przychody na odpowiednim poziomie. W tym celu można wykorzystać umowę o pracę. Ponieważ żadne z nas jej nie ma, chwaliliśmy się zeznaniami podatkowymi i kilkoma ostatnimi wyciągami z konta. 

Za każdym razem papierologię należało wzbogacić obszerną ankietą. W zależności od inwencji wynajmującego, obok standardowych pytań o papierosy i zwierzęta domowe, padały pytania o zawód, sposób rozliczania podatków, powody, dla których kiedykolwiek w przeszłości zdarzało nam się zalegać z czynszem i te, dla których chcemy zmienić mieszkanie. Nie jest niedyskrecją prośba o telefon do aktualnego wynajmującego lub przedłożenie pisemnych referencji. Byliśmy pytani o plany zawodowe na najbliższe lata i rentowność firm, z którymi współpracujemy. 

Aplikując na stanowiska lokatorów, byliśmy proszeni o podanie danych wszystkich osób, które będą z nami mieszkać. Co ważne - spółdzielnia wyraźnie zaznaczyła, że umowę najmu muszą się znaleźć nazwiska wszystkich dorosłych wynajmujących. To oznacza, że na niedyskretne pytania odpowiadać musieliśmy oboje. 

4. Jak czytać ogłoszenia? Ile kosztuje wynajęcie mieszkania w Berlinie? Czemu nie ma zlewu?

Ogłoszenia wynajmu (Mieten) są skonstruowane nieco inaczej niż polskie, co na początku może dezorientować. Mieszkania (Wohnung) mają określony metraż i liczbę pokoi, która czasem podawana jest w ułamkach. 2,5 pokoju (Zimmer) to po naszemu dwa pokoje i salon z aneksem kuchennym. Taki niedopokój w sensie. Berlińskie metraże są zazwyczaj większe od warszawskich - najmniejsze mieszkanie, które oglądaliśmy miało około 80 metrów, oferty na 150 nie są niczym nadzwyczajnym. Nie wiem, czy jest to w jakiś sposób skodyfikowane, ale każdy człowiek ma mieć własny pokój. Kilkakrotnie spotkaliśmy się z odmową spotkania umotywowaną tym, że jako jako 4 osobowa rodzina nie powinniśmy mieszkać w 3 pokojach, nawet jeśli ich powierzchnia to ponad 100 metrów. 

W ogłoszeniu podane są dwie ceny - Kaltmiete czyli czynsz "zimny", kwota, jaką płacisz właścicielowi mieszkania. Do tej ceny dochodzą Nebenkosten - koszty ogrzewania, ciepłej wody, wywozu śmieci i ubezpieczenia (czasem też innych, dodatkowych opłat, jakie w związku z utrzymaniem mieszkania ponosi właściciel). Razem z Kaltmiete daje to Warmmiete czyli czynsz "ciepły" - kwotę, którą, co miesiąc musisz zapłacić za wynajem mieszkania. Warmmiete nie zawiera kosztów energii elektrycznej i internetu. 

Nie zawiera, ponieważ mieszkania na wynajem długoterminowy są przeważnie, zupełnie dosłownie "gołe" - nie mają żadnego wyposażenia, mebli, często także zlewu, prysznica czy armatury łazienkowej. Licznik elektryczny jest podłączony w sensie fizycznym, ale umowę na dostarczenie energii należy podpisać samemu z dowolnie wybranym operatorem.

Kaltmiete jest podstawą wyliczenia kaucji za mieszkanie. Kaucja równa jest zazwyczaj trzykrotnemu Kaltmiete. Niekiedy istnieje możliwość rozłożenia tej kwoty na kilka (trzy) miesięczne raty, ale i tak trzeba się liczyć z tym, że przeprowadzka powoduje kumulację wydatków. 

Czynsz, jak i wszystkie inne cykliczne rachunki, opłaca się za pomocą zlecenia przelewu, czyli autoryzując wierzyciela do pobrania środków z konta. Trzeba więc pamiętać, żeby w określonym czasie środki na koncie były.

5. Uwaga na oszustów

Jak zwykle, kiedy sprawa wydaje się skomplikowana, do akcji przystępują rozmaici naciągacze. Podejrzewam, że arsenał metod, jakimi się posługują może być bardzo szeroki. Nam przydarzyły się dwie takie sytuacje. W pierwszej agent nieruchomości (swoją drogą, bardzo sympatyczny i uczynny Polak) próbował obciążyć nas prowizją za wynajęcie mieszkania. Według obowiązującego od 2015 prawa prowizję agencji płaci ten, kto zamawiał jej usługę. Zatem jeśli odpowiadasz na czyjeś ogłoszenie, na pewno nie Ty. Drugi przekręt, trochę w stylu nigeryjskiego spamu, był łatwiejszy do wytropienia - autor ogłoszenia twierdził, że mieszka w Londynie i jeśli ma przylecieć na spotkanie, prosi o zwrotną zaliczkę, chętnie PayPalem. Oczywiście, nie są to powody do paniki, bardziej motywacja do tego, żeby pamiętać o swoich prawach i uważnie czytać umowy, co - po raz kolejny - znacznie ułatwia znajomość niemieckiego. 

6. Meldunek - czyli czemu w tym wszystkim jest wbrew pozorom sporo sensu

Kiedy już wygrasz casting lub Twoja kandydatura zostanie zaakceptowana przez spółdzielnię, możesz się zarejestrować jako berlińczyk czyli dopełnić obowiązku meldunkowego. Teoretycznie, powinna to zrobić każda osoba, która na terenie Niemiec przebywa dłużej niż 7 dni. Papier potwierdzający zameldowanie, staje się Twoją magiczną przepustką do wszelakich dóbr i usług - pozwala na przykład założyć konto w banku, kupić kartę SIM czy podpisać umowę na Internet. Jest podstawą ubiegania się o zasiłki, udział w kursie integracyjnym i pewnie jeszcze wielu innych rzeczy, o których nie wiem. Po okazaniu potwierdzenia zameldowania, nasze dzieci zostały automatycznie przyjęte do szkoły rejonowej - sekretariat nie sprawdzał jakichkolwiek innych dokumentów (rekrutacja w Warszawie trwała 3 miesiące i wymagała między innymi okazania kserówek ostatnich pitów czy wypisu z KRS). Magiczna moc papieru jest zatem pewną rekompensatą za męki, w jakich się go zdobywa. Z lektury forów internetowych i polonijnych grup na twarzoksiążce wnioskuję wprawdzie, że w mieście funkcjonuje spora grupa rodaków, którzy meldunkiem nie zawracają sobie głowy, ale to - jak przypuszczam - zbytnio nie ułatwia im życia. 

20160817_10.42.32_1Samojebka w hotelowej windzie, upamiętniająca jeden ze zwycięskich castingów. 

 

Krótka wersja dla tych, którym nie chce się czytać

1. Szukanie mieszkania przypomina tu szukanie pracy - ubierz się ładnie, skompletuj dokumenty i postaraj zrobić na wszystkich dobre wrażenie. 

2. Będziesz potrzebować Schuffy, umowy o pracę lub innego potwierdzenia dochodu, kopii dowodu lub paszportu oraz danych wszystkich lokatorów. Będziesz wypełniać długie formularze po niemiecku. 

3. W ogłoszeniach spotkasz kilka różnych kwot. Ostateczny, miesięczny koszt, jaki poniesiesz, to Warmmiete + prąd i Internet. Obowiązuje trzymiesięczna kaucja. 

4. Po podpisaniu umowy, zamelduj się. Potwierdzenie zameldowania będzie jednym z podstawowych dokumentów, jakimi będziesz się posługiwać. 

5. My ogarniamy wszystko, mówiąc po angielsku. Ale znajomość niemieckiego naprawdę ułatwi Ci wiele spraw.  

 

Komentarze (3)

Dodaj komentarz
  • Gość: [rotkaeppchen1] *.customers.d1-online.com

    Żeby dostać mieszkanie trzeba spełniać wszelkie warunki, ponieważ tutaj prawo chroni wynajmującego a nie właściciela. Czasem trafia się na "Mietnomaden" - takich, co to nie płacą a potem zwiewaja z mieszkania do nastepnego, bez uregulowania długów albo ludzi, którzy nie płacą a prawo zabrania im wymowiwnia umowy z tego powodu. Tak więc właściciel może się znaleźć w ciemnej d... Stąd tyle zabezpieczeń.

  • Gość: [Magda] *.dynamic.chello.pl

    Gratuluję szczęścia!

  • emnit

    Kolo tego tematu naroslo wiele mitow. Daj pare faktow : gdzie, jakie to mieszkanie i za ile (ca.) ?

© różne rzeczy, które chciałam napisać
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci