Menu

różne rzeczy, które chciałam napisać

egeszmelek meriszmek, egeszmelek szlosarek

pamiętniki z wakacji

fourchet
Upał nie odpuszcza. Dręczy nas subsacharyjskie powietrze, mamy cieplej niż w Port Saidzie. Zabraliśmy dzieci na kajaczki na Kempę Potocką. Sterowaliśmy nieudolnie, ale radości było przy tym co niemiara. Kajaczki ekscytują mnie prawie tak samo jak rower, mój rower, mój rączy i podobnie jak na rowerze, można sobie płynąc, opalić uda. Kaczki lustrowały nas z szuwarów leniwym wzrokiem spasionych kotów. Igor wyławiał wiosłem ich pióra, dryfujące po mętnej wodzie kanału. A potem zaczął mżyć deszcz i krople rozbijały się o taflę, robiąc na powierzchni małe bąbelki. Pomyślałam, że to jeden z takich momentów, które warto by pamiętać, ale się o tym szybko zapomina. 
 
Kiedy potem odpoczywaliśmy, wygrzewając się na trawie, podglądałam parę studentów, na kocu układali puzzle. Musiało im być bardzo przyjemnie. Czemu ja w ich wieku nie miałam takich pomysłów, nie miałam żadnych pomysłów na spędzanie wolnego czasu, poza czytaniem książek, rekreacyjnym seksem i blantami? - zganiłam sama siebie. Być może Warszawa sprzed 10 lat nie stwarzała jeszcze tak wielu możliwości. Parki były brudne i zasikane a prezydent Kaczyński zamykał modne kluby, żeby się ludzie mogli bardziej skupiać na lustracji. Całkiem możliwe, że nie miałam gdzie tego podpatrzeć, bo w moim domu preferowano po prostu bardziej ludyczne sposoby spędzania wolnego czasu, z grlllem w ogródku, wódą i ogórkiem, nie jakieś tam kajaczki i wycieczki, muzeumy, w dupach się poprzewracało. Jak ktoś ma wolny czas, znaczy że za mało sprząta. 
 
Na początku maja spacerowaliśmy po Berlinie, wszyscy świętowali z okazji 1 maja. Kolorowy tłum kotłował się na Kreuzbergu. Było piwo, streeetfoody i flagi z Che Guevarą. W miejskich parkach ludzie wylegiwali się na kocach, jeździli na rolkach i rowerach albo grali w kosza. Obok nich, ale oddzieleni niewidzialną granicą, muzułmanie rozpalali grille, ogniska, rozbijali dające odrobinę cienia namioty i zastawiali stoły jedzeniem. Prawdziwe, wielopokoleniowe uczty z kilkoma zmianami zastawy, na które ciągnęły, ponaglane zapachem pieczonej baraniny, wielopokoleniowe familie. 
- To nie majątek i nie wykształcenie sprawiły, że kultura mieszczańska oddzieliła się od rycerskiej i agrarnej. - Tłumaczyłam Smole. - To sposób świętowania i spędzania wolnego czasu, czasu, który przestał być kołem, stał się linią prostą. 
I tak do dziś, co robisz w wolnym czasie mówi o tobie więcej niż model ajfona czy buty od Armaniego. Choć możliwe jest także, że buty od Armaniego mówią o tobie już wszystko. 

Chciałam się zważyć a nie było wagi. To smutne, bo wyglądam dziś na osobę szczupłą. Wagę zabrał Smoła, żeby do niej coś przez WiFi podłączać, to taka nowoczesna waga z WiFi. I dzwonił do mnie, choć normalnie nie jesteśmy w tej fazie związku, żeby do siebie często dzwonić, właściwie to w dowolnej fazie nie przepadam za dzwonieniem, gdyż mnie ono wkurwia, dzwonił, że nie żyje Paradowska. Zmartwiłam się w dwójnasób, bo nie tylko nie żyje Paradowska, ale też siłą rzeczy zniknie z anteny jej program, który oglądałam do ćwiczeń, ćwiczeń, od których ta szczupłość. 

Pisałam durny tekst dla durnej agencji reklamowej, był to absolutny koniec dedlajnu, dwa redbulle, adrenalina, godzina do mety, kiedy mi kot do pokoju wtaszczył żywego ptaka. Chyba skowronka. Ptak potrzepotał pod sufitem, ale był chyba nieźle przez kota przetrącony, bo spadł w końcu na podłogę, między szybę a oparty o nią rower i zakleszczył się tam jak w klatce. Tłukł się, zrozpaczony, nasrał ze strachu i pomoczył krwią podłogę. Kot patrzył na wszystko rozbawiony, póki go razem z ptakiem wygnałam go do ogrodu. Chyba nie zrozumiał, co chciałam przez to powiedzieć, bo niedługo później, przyniósł mi na przeprosiny motyla, też żywego. Dedlajnu dotrzymałam, ale mam nadzieję, że im się nie spodobało i nie będą więcej dzwonić. 

Przeczytałam gdzieś, żeby dzieci traktować, jak dorosłych. Wydało mi się to genialną poradą wychowawczą, dopóki jej nie wypróbowałam. Wygląda na to, że nie mogę dzieci traktować, jak traktuję dorosłych, bo musiałabym całkiem przestać zwracać na nie uwagę. 

Berlin wydał w kilkunastu językach oficjalny przewodnik dla osób, które chcą się tam osiedlić. Przypomina przewodnik po zaświatach, który bohaterowie „Soku z Żuka” dostali, żeby oswoić się z myślą, że są martwi. Osoby, które chcą się osiedlić w Niemczech otrzymują kompleksowe, merytoryczne wsparcie. Osoby, które chcą się osiedlić w Polsce, mogą otrzymać najwyżej wpierdol. 

 

Komentarze (1)

Dodaj komentarz
  • Gość: [Mariusz] *.dynamic.chello.pl

    Co to za przewodnik?

© różne rzeczy, które chciałam napisać
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci