Menu

różne rzeczy, które chciałam napisać

egeszmelek meriszmek, egeszmelek szlosarek

Na basenie

fourchet
Młody zapisał się na kurs pływacki. Na Dahlem (wymawiaj "koniec świata"). Odwożę go i waruję godzinę w ciasnym holu, razem z dwudziestką innych, troskliwych rodziców. Pogubione klapki, zapach chloru, niewygodna ławeczka i wielka szyba, przed którą stłoczyli się najbardziej oddani kibice małych sportowców. Wpadam na tatę Amara. Gawędzimy sobie w trudnej do cytowania mieszance niemieckiego, angielskiego i pantomimy.
 
Amar wybrał pływanie, jego brat Mahmoud koszykówkę. Ale z siostrą są problemy - w nocy płacze jak dziecko, choć ma już 15 lat. Ciągle jej się śni, jak mafiozi na serbskiej granicy przystawiali jej pistolet do głowy. - Give me your money! - krzyczeli, ale przecież oni nie mieli już żadnych pieniędzy. Żona zebrała, co miała na sobie - kolczyki, łańcuszek, oddali, poszli dalej. Za serbską granicą było już dobrze, bezpiecznie. Policjanci w Niemczech są bardzo mili.
 
Policjanci z Aleppo mniej. Przyszli do domu, skuli go w kajdanki, zabrali. Bo mówił, że prezydent nie jest demokratą. Bili, zawiązywali oczy. Za szybą nasze chłopaki nurkują pod okiem jowialnego, siwego instruktora. Tata Amara pokazuje ślady na nadgarstkach. Policjanci z Aleppo podwieszali go za ręce do sufitu. Wypuścili po 4 miesiącach. Teść zapłacił za to równowartość dobrego samochodu.
 
Gorąco w tej hali, wychodzimy na zewnątrz. Czy nie narzekają na chłodny klimat? Zdążyli się przyzwyczaić. Żonie się tu podoba, pracuje przy kosmetykach. On robi praktykę w fabryce samochodów, pogodził się z tym, że nie będzie, jak dawniej, pracował w banku. Chciałby nazbierać pieniędzy i otworzyć kawiarnię. Albo piekarnię. Może na Marzahn? I kupić samochód, na początek używany.
 
Bo chodzenia ma dość, odkąd dwa lata temu doszli od siebie do Monachium. Na piechotę. Dwa samochody, którymi jeździli w Syrii sprzedali, żeby zebrać pieniądze, dla przemytników. Maszerowali z czwórką dzieci. Siedem krajów, dwa miesiące, nie było aż tak strasznie. W ajfonie ma obfitą dokumentację tej wycieczki. Słońce nad Morzem Śródziemnym. Martwe dzieci na tureckiej plaży.
 
Oni w ogóle lubi wycieczki. Oszczędzali trochę z żoną i pojechali jesienią do Paryża. Tylko we dwoje. Chętnie wybraliby się gdzieś jeszcze. Czy w Polsce są ładne miejsca do zwiedzania? - Z pewnością spodobałby się wam Kraków - doradzam życzliwie. Jesteśmy w centrum bezpiecznej Europy. Czekamy aż nasze dzieci zmienią klapki na adidasy.
 
Myślę o moim kraju, w którym bohaterami nazywa się husarzy, skinów i wojennych bandytów z lasu. I że bardziej heroiczne od toczenia wojny może być zabranie czwórki dzieci na bardzo długi spacer. Chłopaki wychodzą z przebieralni z mokrymi włosami. Pilnuję, żeby założyli czapki.

© różne rzeczy, które chciałam napisać
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci