Wpisy z tagiem: progresja

wtorek, 18 października 2011
koncertowy klabing

Moją najważniejszą częścią ciała są teraz siniaki. Te największe zaczynają się tuż nad kolanami i kończą w okolicach pachwin. Noszę je z pietyzmem bo są to niepowtarzalne, pamiątkowe siniaki, które zdobyłam na koncercie Atari Teenage Riot w sobotę.

Od wieków marzyłam, żeby być na koncercie Atari Teenage Riot i oni byli uprzejmi wziąć to pod uwagę i się zreaktywować, ale poza tym kompletnie nie mogliśmy się zgrać. Na przykład oni mięli grać w Berlinie, to myśmy na ten koncert niby lecieli, ale w końcu nie dolecieliśmy, potem grali w Krakowie to w połogu byłam, jakoś się z wyjazdem nie złożyło, w końcu jak my dojechaliśmy na Castle Party to Atari nie zagrali.

Ale teraz mnie Smoła zabrał, zabrał mnie samochodem, odpicowaną jak złoto, na mroczno, z takim mhrocznym czarnym cieniem na oku i w takich obcisłych leginsach, że się czułam jak milion dolców, bo - bądźmy szczerzy - dupkę to ja mam jak milion dolców, ale tego dnia ogólnie cała się tak czułam, przy moim chłopaku mam tak w sumie często, piłam zielone drinki, saport były bardzo ładne i nikomu chyba nie trzeba tłumaczyć, że przyjechałam tam na bauns, nie na wczasy, więc od samego początku zachowywałam się pod sceną bardzo aktywnie. Smoła trochę mniej, ale i preferencjami muzycznymi on jednak nieco odbiega.

Więc na saport był Rowdy Superstar, tańczyłam pod sceną z nastolatkami, również z nastolatkami wymieniałam się w kiblu poradami na temat życia i koloryzacji włosia, aż w końcu na scenę wyszli oni, scena była mała i koncert kameralny, z komentarzy w Internecie wnioskuję, że głównie za sprawą ceny biletów, wyszli i tak zajebali stroboskopami, że poczułam bliskość absolutu, zwłaszcza, że rezolutnie dopchałam się do pierwszego rzędu, skąd widać było wszystkie pryszcze Aleca Empire, które akurat miał. Bardzo ubolewam, że Hanin Elias nie reaktywowała się razem z nimi, ale Nic Endo dzielnie ją zastępowała. Naturalnie, znałam wszystkie teksty, jak również dużo robiłam takiego łaaaaaaaaaa, więc sądziłam, że stracę głos na kilka dni, ale nie, nie straciłam, znaczy, że zdrowo piszczę przeponą, ale siniaki mi się porobiły - najbardziej te na udach, od metalowych okuć sceny i też trochę od skakania w tłumie i skakania ze sceny.

Ogólnie, choć staram się w życiu niczego nie żałować, żałuję trochę, że zgubiłam pamiątkowy tiszert z logosem, który mi Smoła kupił, i o którym przez całe życie marzyłam, no ale trudno. Trochę może bardziej żałuję, że pracuję w biurze przez osiem godzin dziennie, bo choć lubię moją pracę, mało mi zostaje czasu na dzieci i robienie rewolucji. Więc chyba powinniśmy się jednak bardziej zastanowić nad otwarciem tego sklepu, skoro gwiazdami rocka już raczej nie zostaniemy (wiem o tym, bo widziałam filmiki z koncertu w Internecie i mam na nich niewyjściowa dosyć twarz, najbardziej szczękę, nędzny gwiazdorski potencjał). Albo może mogłabym też być krawcową. No nie wiem. Idzie listopad.